Archive for the ‘Uncategorized’ Category

Zmiana adresu/address change

Czerwiec 28, 2010

Blog Ewy Wieleżyńskiej został przeniesiony pod adres:

http://blogi.magazynwino.pl/wielezynska/

Ewa Wieleżyńska’s blog has been moved to:

http://blogi.magazynwino.pl/wielezynska/

Reklamy

Suma przyjemności

Styczeń 18, 2010

Wczoraj w jednym z winiarskich sklepów Warszawy sympatyczny sprzedawca zachwalając mi kolejne butelki, namiętnie używał przymiotnika „konsystencyjny”. „Naprawdę bardzo konsystencyjne wino, proszę pani” – powtarzał. Neologizm bardzo mi się spodobał, choć jego czar nie zadziałał na tyle, bym na owe „konsystencyjne” butelki dała się namówić. Chociaż pan miał niewątpliwą rację, uciekając się do swojego określenia, bo tak jak istnieją pewne cechy narodowe, istnieją też zakreślone przez geografię upodobania smakowe i my Polacy zdecydowanie „konsystencyjne” wina lubimy. Czy wpływ ma na to chłodny klimat, czy upodobanie do słodyczy, które nam wpoiły stołówkowe kompoty czy też skłonność do trunków mocniejszych nieco, mniejsza o to. Idea dobrego czerwonego wina, nasza „ikona stylu” to wino gęste, esencjonalne, wygładzone beczką, z miękkimi taninami i najlepiej z odrobiną cukru resztkowego. Snobizm przybiera u nas masywne szaty i wyrafinowanie najbardziej snobistycznej apelacji świata, jaką jest Burgundia, do nas nie przemawia. Jeśli już mamy wydać na wino większe pieniądze, lepiej by ta suma przekładała się na oczywistą moc.

A ceny burgundów są owszem wysokie, więc nie sprzedają się one u nas najlepiej i są słabo obecne na polskim rynku, choć sytuacja się poprawia, o czym pisaliśmy już w Magazynie Wino (5/2009). Nie wszyscy importerzy mają też w ofercie wina ze starszych roczników, a burgund jak mało które wino potrzebuje kilku lat w butelce. Więc kiedy znajdzie się już wśród nas taki, kogo nagle dociśnie niecierpliwa chęć na porządnego burgundzkiego pinota, w dodatku w cenie, która by nas nie zmuszała do ewentualnych kłamstw przed współmałżonkiem, nie jest wcale łatwo tej chęci schlebić. Ale niecierpliwe chęci są wytrwałe i znajdują w końcu swoją realizację. Moja znalazła w Maranges 1er Cru La Fussière 2007 od Rogera Bellanda. (Mersault od tego producenta otrzymało tegoroczny brązowy medal w Grand Prix MW).

Maranges uważana jest za najpośledniejszą z burgundzkich premiers crus, niektórzy nawet podważają jej przynależność do Côte d’Or, jako że leży już w Saône-et-Loire, jej wzgórza mają odmienną od reszty regionu, południową ekspozycję i choć załapuje się na ostatni pas typowego dla Côte d’Or wapienia, w skład jej gleby wchodzą również bogate w magnez dolomity i łupki ilaste. Co w konsekwencji daje pinoty mniej mineralne, bardziej krągłe, o cieplejszym charakterze. Marek Bieńczyk napisał, że mało inspirujące, choć tanie. Ale w końcu nie zawsze szukamy inspiracji na dłuższy elaborat, czasem na blognotkę wystarczy. Podobnie jak nie co wieczór trzeba jeść kolację z inspirującym facetem i częściej zadowala nas po prostu komunikatywny.

Roger Belland wpisuje się swoimi burgundami w nową burgundzką falę – win otwartych, szczodrych, apetycznych. Winifikacja La Fussière przebiega w niskich temperaturach, co ma wzmocnić aromaty czerwonych owoców i złagodzić garbniki. Owoc rzeczywiście jest tu pięknie wydobyty, ale wachlarz zapachowy jest bardziej przestronny, oprócz truskawki i kwaśnej wiśni, w tle pojawiają się fiołki, nutka torfu i kamienna mineralność, której i w ustach jest niemało. Wino skoncentrowane, intensywne, choć nie brakuje mu burgundzkiej zwiewności i aksamitnego dotyku. Pełne z nadającą mu gibkość kwasowością. Nie trzeba się w nie specjalnie zagłębiać, co niektórym może zdawać się mało inspirujące, jednak natychmiastowa przyjemność, którą oferuje już za młodu, jest naprawdę nie do pogardzenia. Rocznik 2007 jest gotowy do picia, choć spokojnie na jakieś pięć lat można go jeszcze odłożyć. Wino jak na burgunda treściwe, a jak na Maranges naprawdę głębokie i długie. 82 złote i 50 groszy to mało na butelkę wina nie jest, ale w tym przypadku wszystko mi się zwróciło. Subtelność czasem bardziej popłaca niż „konsystencyjność”. I nie ma się po niej kaca.

Do kupienia u Roberta Mielżyńskiego.

Osobny świat

Wrzesień 23, 2009

mołdawia 2148

Mołdawia na wyobraźniowej mapie Europejczyków w zasadzie nie istnieje. „Gdzie to dokładnie jest?” – można nieraz usłyszeć. Również mołdawskie wina słabo istnieją w świadomości winomanów. W Polsce kojarzą się przede wszystkim z najniższą półką. Wybierałam się więc do Mołdawii z tym większą ciekawością i pytaniem, czy stereotyp ten da się obalić. W końcu na wciśniętym między Ukrainę a Rumunię wąskim pasie lądu uprawia się aż 122 tysiące hektarów winnic, co daje największy w stosunku do powierzchni gruntów areał w Europie. Krajowe spożycie wina również jest spore: rocznie wynosi bowiem 28 litrów na głowę (czyli dziesięć razy więcej niż w Polsce). Na tę liczbę składa się jednak przede wszystkim wino produkowane ze stołowych winogron rosnących w przydomowych ogródkach. Pachnie ono rozkładającymi się truskawkami i nosi piękne imiona: Lidia, Isabella, Suruczena… Ponad 90% wina jakościowego szło zawsze na eksport. Paradoksalnie więc Mołdawia, która produkuje rocznie blisko cztery miliony hektolitrów wina, jest krajem, w którym nie ma winiarskiej kultury.

mołdawia

Wielkie bogate winnice stanowią kontrast dla otaczających je biednych wsi. W mołdawskim krajobrazie Bizancjum miesza się z nędzą, wschodnia depresja z południowym farniente. Ubóstwo jakby przykrywają malownicze barwy chat i cerkwi, wieś jest wiejska jak nigdzie w Europie, pomidory i ogórki należą do najlepszych na świecie, no i jest tam bryndza, doskonała bryndza. Przejeżdżając przez wsie, mija się scenki, które nastrojem przypominają filmy Kusturicy. Chłopcy wyciągają starą ładę z rowu, jakąś para wyleguje się pod drzewem, babuszki sprzedają owoce, dzieci wysiadują na murku, pop odprawia przydrożną mszę. Wino stanowi świat cokolwiek osobny.

mołdawia

mołdawia

mołdawia

Piwnice, jakie zwiedzaliśmy, swoim wystrojem przechodziły najśmielsze sny szalonego architekta. Państwowa Cricova to 100 km wyżłobionych w wapiennej skale korytarzy znajdujących się 60-80 metrów pod ziemią. Składują w niej swoje wina liczni notable min. Vladimir Putin.  Znajduje się tu również kolekcja Hermanna Göringa, niestety listy win nam nie udostępniono. Atrakcją samą w sobie jest jednak wystrój licznych sal degustacyjnych, który mnie skojarzył się z radzieckim science-fiction, natomiast Wojtek Bosak i Mariusz Kapczyński optowali za „Doktorem No” . Oceńcie sami.

mołdawia

cricova

cricova

W czasach Związku Radzieckiego Cricova była dostępna jedynie dla rządowych oficjeli. Dziś po podziemnych korytarzach ciuchcią rodem z wesołego miasteczka może przejechać się  każdy, jeśli tylko zechce uiścić opłatę w wysokości 60 euro.

cricova

z kolekcji hermanna goringa

Z kolekcji Hermanna Goringa

kolekcja vladimira putina

Kolekcja Vladimira Putina

Niewiele przepychem od Cricovej odbiegała Vila Sonic – piwnice winnicy Lion Gri, po których ze swadą oprowadzała nas właścicielka Nelly Sonic.

Nelly Sonic/ photo by Ewa Wieleżyńska

Nelly Sonic/ photo by Ewa Wieleżyńska

vila sonic

Znajdowała się w nich również atrapa mołdawskiej tradycyjnej wsi w skali 1:1.

vila sonic

W Château Vartely obwarowanym zamkowym murem urządzono hotel, gdzie do dyspozycji gości oddano bilardową salę wyposażona w basen, saunę oraz ikonę Matki Boskiej.

Przy tych pokazach mocy wino schodziło jakby na dalszy plan, więcej było rozmów o cyfrach niż o smakach i procesie winifikacji. After all, who cares? Only few professionals – zdarzyło nam się usłyszeć. Jakby wino było przede wszystkim towarem obliczonym na szybki zysk i nie miało żadnych wartości estetycznych czy symbolicznych, choćby w najbardziej prymitywnej, marketingowej postaci: wciąż mało się w Mołdawii myśli o konsekwentnym budowaniu marki. Mołdawskich winiarzy przez lata rozpuścił rynek rosyjski (stanowiący 85% eksportu), który brał wszystko bez względu na jakość. Jednak kiedy w 2006 roku Rosjanie obłożyli zakazem import z Mołdawii, tamtejsze winiarstwo pogrążyło się w kryzysie. Zakaz co prawda rok temu zdjęto, jednak w między czasie rynek rosyjski zorientował się, że za mniejsze pieniądze można sprowadzać wina z Hiszpanii czy z Argentyny. W kryzysie tym jest pewna szansa: Mołdawianie muszą zacząć myśleć o konkurencyjności na innych rynkach.

Ostatniego dnia w kiszyniowskim wine barze Symposium mieliśmy okazję przekonać się, że pojawiły się pierwsze jaskółki. Constantin Stratan, enolog Dionisos Mereni, ruszył z osobistym projektem i winifikuje między innymi 100% Rara Neagra. To endemiczny szczep, dający soczyste, skoncentrowane wina, który do tej pory był używany co najwyżej w kupażach  i stopniowo był wypierany przez międzynarodowe Cabernet Sauvignon czy Merlota.

Niektórzy wciąż spoglądają na Stratana jak na dziwaka, świat wina jednak dziwakami stoi.

Więcej o mołdawskich winach w październikowym numerze Magazynu Wino.

O Mołdawii na swoim blogu pisze również Wojtek Bosak.